
Wirtualny Salon Poetycki otwiera przestrzeń dla słów, które wybrzmiały 11 kwietnia 2026 r. w Centrum Kulturalnym podczas Wieczoru z Poezją pt. „W objęciach metafory”. To właśnie tutaj spotykały się głosy wrażliwości – pełne tęsknoty, miłości, refleksji i duchowych poszukiwań. Prezentowane wiersze są echem tamtego wieczoru, ale też nowym zaproszeniem, by zatrzymać się na chwilę, wsłuchać w metaforę i odnaleźć w niej cząstkę własnych emocji.
IWONA DATA Przemyśl
***
nie mam ogrodu
i róż magicznych
które w altanie rozkwitają
i nie mam ławki takiej dla dwojga
na której serce dla mnie wyryjesz
nie mam słów takich
które wyrażą to, co się dzisiaj
ze mną dzieje
ale mam ciebie...
zieleń rozpala zmysły do bólu
wiosna zapachem i kolorami
serce rozdziera
wtedy odpływam
do twoich ramion...
ciche westchnienia
wiatr niesie dalej
gdzieś ku Bieszczadom
a ty rozgrzewasz mnie pocałunkiem
kto kocha bardziej
ja, ty czy wiosna ...?

ANNA GOŁOJUCH Sośnica
Życia poemat
Chcę się wyrazić najpiękniej
Melodią słów pomalować
Zaśpiewać o życiu piosenkę
Choć życie szare jak proza
I nikt mi w tym nie przeszkodzi
Już wszystko ode mnie zależy
Zaśpiewam o życiu w kolorach
Jak śpiewać o życiu należy
I chociaż każdy powtarza
„Nie warto się silić na piękno”
Melodią słów pomaluję
O życiu zaśpiewam na pewno
Choć nikt kolorem nie raczy
Częstować w życiu niestety
Maluję barwnymi słowy
Melodią dawnego poety
I choćby sobie ktoś stwierdził
Ładnie, lecz nie na temat
Malować będę uparcie
Wyrażę życia poemat
Choć życie szare ma kredki
Słowami będę malować
Zaśpiewam piosenkę dla Ciebie
Gdy trzeba zaśpiewam od nowa.

EWELINA ŁOPUSZAŃSKA Rzeszów
Mężowie poetek
(dla Patrycji Reszko)
są cnotliwi,
bardzo cierpliwi,
zbyt poważni;
jeżdżą autami od biblioteki,
do domu kultury,
wysiadują odloty poetek
pomiędzy kartki historii;
są kotwicą,
chlebem z masłem,
butelką wody, na zapas;
spokojnie zjadają metafory
i onomatopeje, odgrzane w piekarniku,
tupią i hałasują, wprawiając w falowanie
obwisłe zwrotki na oknach,
przybijają synonimy
we wskazane miejsca:
trochę w lewo,
bardziej w górę,
nigdy w dół;
od święta trzepią dywany,
aby wizja, na efektowny wiersz,
nie upadła, daleko od jabłoni;
są mrukliwi,
opiekuńczy i niezawodni,
Boży pogłaskańcy...
A gdy poetka nie ma męża
wędruje cicho na przystanek
zmęczonym wzrokiem,
szuka rymu w torebce,
lub przestrzeni za nim
czasem z Pegazem bywa zmówiona
w niebiańską podróż,
meandry metafor,
trzeba się skupić za kierownicą,
i napić kawy z wersem,
na całe szczęście...

ZOFIA MELER Pruchnik
Przytul mnie ...
Kochaj mnie, nie odwracaj się
Kochaj mnie, bardzo tego chcę
Wypij ze mną białe wino
I rozkoszuj się, ...rozkoszuj się
A kiedy już wypijemy miód
A kiedy już popłyniemy w świat
W świat nieznany, by skosztować raj
Zaczaruj nas, ...skosztować raj
A potem znów popłyniemy tam
A potem znów odpłyniemy w dal
Usta złączmy mocą pragnienia
Nie odwracaj się, ... wołam cię
Wołam cię zabierz mnie
Nie zostawiaj mnie, ...zabierz mnie,
I... zaczaruj mnie!
Wtedy stanę się motylem
Zabierz mnie tam, gdzie raj – motyli bal...
W tańcu przytul mnie do siebie
Nie odtrącaj mnie, ... odtrącaj mnie...
Kochaj mnie do utraty tchu
Przytul mnie, świat niech skończy się
Przytul mocno, pragnę umrzeć
W tym miłosnym śnie, ...miłosnym śnie...
Całuj mnie ciągle – przecież śnię, ...ciągle śnię
A kiedy już nasycimy się
A kiedy już zakochamy się
Niechaj świt nam się obudzi
I narodzi się – narodzi się nowy dzień
Kochaj mnie, nie odwracaj się
Kochaj mnie, ...wino kończy się
Za oknami dzwony biją
W sercach ogień, żarem płonie
Całe ciała drżą , ...ciała drżą...
Kochaj mnie, nie odwracaj się
Kochaj mnie... kto zagasi sen...?
Kto zagasi to pragnienie, ...kto?
Szalony wiatr, nieziemski grzmot...
Z dreszczykiem sen... chodź, przytul mnie!

LIDIA OLEJARZ Świebodna
Madonna Cerkiewna
Gdzieś w starej cerkwi się skryła
twarz jej się zniszczyła
troskami ludzkimi szarpana
lecz przyjmie każdego
kto padnie na kolana
Madonno cerkiewna
dostojna Pani
czemu Twa twarz
naznaczona tyloma bliznami
czy upływ czasu Ci zaszkodził
czy może troski
bo nie jeden do Ciebie
z nimi przychodził
Dostojna Pani cerkiewna
czy może ta nasza
taka nie bardzo wylewna
ukryta głęboko gdzieś
gdzie tylko nieliczni
docierają w miejsca te
Często kryjesz swą twarz
w głębokim lesie
gdzie istniał kiedyś czas
wioski życiem tętniły
do Ciebie po opiekę przychodziły
Często chowasz się w bukach
czasem w jarzębiny zastukasz
stroisz się w nie
jakby największym
klejnotem
były dla Ciebie
to srebrna rosa lśni
jak diamenty na czole Twym
często zakryta woalem mgielnym
lecz nie raz pokażesz się
na tronie promiennym
Lecz ma Madonna cicha i skromna
ukryta w kolcach i zaroślach
z naręczem jarzębiny przychodzą do niej
Ci dziwni i inni
W kapliczkach leśnych
dostrzec można jej twarz poszarpaną
każdy myśli
że zrobił to czas
nie czas to uczynił
lecz troski
Proszę bardzo strzeż
na rozstajach dróg
w gęstej mgle
gdy ciemność nastanie
w opiece mniej
też i mnie ...

KRYSTYNA NASPIŃSKA Kostków
W objęciach metafory
Tu w objęciach metafory cały świat się skrywa.
Każde słowo jak motyl do lotu porywa,
nie mówi wprost, lecz szepcze swym cieniem znaczenia
a prawd tu tysiące w piwnicznych półcieniach.
Jak fale na morzu serca tak wylewne
a metafora jak dłonie czułe lecz niepewne.
Ubiera w obrazy to, czego brak słowom
i koi istnienie melodią surową.
A gdy rzeczywistość zbyt twarda i naga,
ona niczym welon na duszę się kładzie i błaga.
By spojrzeć głębiej, niż wzrok sięga śmiało,
by to, co niewidzialne też znaczenie miało.
W objęciach metafory trwam znów zamyślona,
bo tu każda prawda inaczej spełniona.
I choć świat się gubi w znaczeń labiryncie,
ja siebie znajduję w poetyckim zachwycie.

EWA NUCKOWSKA-SEMKO Przemyśl
***
Dym nad drzewami bucha sinoczarny
kłóci się z chmurą opada i wznosi
do bukowego tronu pana tego lasu
władczego Biesa wśród liści skrytego
Bies zapach dymu wciąga tak radośnie
uśmiech szyderczy słońcu posyłając
leniwie łypiąc okiem przenikliwym
w kłębek się zwija i przy bimbrze zaśnie
A tam na dole smolarz okopcony
o twarzy Czada czarnej i surowej
trwa przy retorcie jak zaczarowany
Biesa zaklęciem wciąż ponadczasowym
Ma w oczach smutek czy mglistą tęsknotę
za kimś lub za czymś co w cień odpłynęło
może myśl jedną która się uśmiecha
lub marzeń dawnych zarośnięte ślady
Na workach węgla brudny anioł siedzi
i psotne Czady przegania gałązką
wiernookiego psa tuli z czułością
za mocną kawę smolarzom osładza
Zagląda w dusze do plecaka chowa
modlitwy proste pragnienia szeptane
zadumy retort dymem uwędzone
wszystkie je niesie do Łopieńskiej Pani

EWA ŚWIDER Przemyśl
Metamorfoza
Gdy w "Jesieni Życia" mój "Liść" już opadnie,
a mym lodowatym ciałem ziemia zawładnie,
z utęsknieniem będę czekać "Nowej Wiosny" brzasku,
aby zobaczyć Pana w Chwały Jego blasku.
W mym ostatnim tchnieniu "Kalejdoskop" mi pokaże
miliony rozmaitych mego życia zdarzeń.
W Tajemniczym Tunelu zaznam zjawiskowych wrażeń
i ujrzę setki, tysiące znajomych mi twarzy.
Sprawiedliwość "odważniki swej wagi" przygotuje,
wszystkie moje dobre i złe uczynki precyzyjnie "porychtuje".
A gdy "Szala" się przechyli na niewłaściwą stronę,
to Piękna Pani będzie mnie brać w Swoją obronę.
Pod płaszczem Swej opieki będzie błagać o Miłosierdzie,
bo tak głosi niejedno jej słynne Orędzie.
Choć rozsypie się w proch ciało – "naczynie mej duszy",
ona sama jest nieśmiertelna – żaden czas jej nie ruszy.

ŁUCJA WISZLAŃSKA Przemyśl
***
Siedzę w wysokiej trawie,
przed sobą mam
Wielkie Zielone Wypełnienie.
Oczy głodne sycą się.
Uruchomiła się wyobraźnia…
Za chwilę wyjdzie z drzewa
Wiekowy ludek i odpowie
na wszystkie moje pytania.
Może dziś spotkam
spadkobiercę moich
myśli,
marzeń, nieubranej w słowa
nadziei?
Zieleń zamyka
się nade mną,
Dobrze mi!

WŁADYSŁAW ZYCH Medyka
Ty mnie...
ty mnie...
zacałuj jak tylko potrafisz
bym zapomniał o oddechu
tęsknota podpowiada
jak długo...
sięgnij okiem sokoła
poza horyzont niedościgniony
okiem łaskawym
w podniebnym zachwycie
który serce rozwiera
na czułe doznania
otul drżącymi dłońmi
w niewysłowionych fontannach
potęgi wzruszeń
w szeptach dozgonnych
z melodią duszy zachłannej
wydobytych z dna możliwości...
oceanu
w warkoczach narastających fal
budzącej się dożycia wiosny
z oczami wypełnionymi nostalgią




